Kreta 1997

Podróże bliskie i dalekie

Kreta, wrzesień 1997

Kilka dni wcześniej powiedzieliśmy sobie sakramentalne tak. Rodzina i znajomi świetnie, mam nadzieję, wybawili się na weselu a teraz była nasza kolej żeby trochę odsapnąć, zrelaksować się, wypocząć w ciszy i spokoju a przy tym coś zobaczyć i się zabawić. Nasz wybór padł na Kretę – grecką wyspę na Morzu Śródziemnym. O tej porze roku już przetoczył się największy tłum turystów. Hotele i restauracje powoli zaczynały się wyludniać, ale pogoda nadal była piękna, słoneczna a morze ciepłe zachęcające do kąpieli. Kupiliśmy w biurze podróży tylko przelot i hotel na okres 2 tygodni. Posiłki, wynajęcie samochodu i zwiedzanie zorganizowaliśmy sobie we własnym zakresie. Na kolacje chodziliśmy do lokalnych nadmorskich tawern a było ich tyle, że każdej nocy stołowaliśmy się w innej, rozkoszując się wspaniałymi rybami z rusztu, moussaką, souvlaki i oczywiście tradycyjną sałatką grecką a wszystko to popijając czerwonym winem domowego wyrobu. Śniadania robiliśmy sami, zaopatrując się rankiem w wioskowej piekarni i sklepiku spożywczym, gdzie kupowaliśmy nagrzane słońcem słodkie pomidory, oliwki prosto z beczki i wspaniały słony ser feta. Nasz hotelik Dionysos był bardzo skromny, miał co prawda skromny basen, z którego jednak nigdy nie skorzystaliśmy jak sięgam pamięcią. Był za to dogodnie położony w małej, cichej miejscowości, okna z pokoju otwierały się na łąki i wzgórza w tle. Morze z publiczna plażą było oddalone o kilkaset metrów. Zaraz po przyjeździe wynajęliśmy samochód – Forda Fieste na 10 dni i dzięki niemu udało nam się zwiedzić praktycznie 2/3 wyspy zaglądając do wszystkich miejsc wartych zainteresowania.

Knossos

A zaczęliśmy od najsłynniejszych zabytków na wyspie, czyli Pałacu w Knossos. Miejsce wykopalisk i odsłonięte ruiny pałacu znajdują się niecałe 7 kilometrów na południe od Heraklionu. Brukowana droga, po której idzie Justyna to Droga Królewska, która zyskała miano “najstarszej w Europie”. W 1900 r. sir Artur Evans rozpoczął prace wykopaliskowe w Knossos i poświęcił im całe swoje życie. Ponieważ ceramika kreteńska znacznie różniła się od znalezisk z Grecji kontynentalnej Evans wyciągnął wniosek o istnieniu cywilizacji innej niż mykeńska. Nazwał ją “minojską” od imienia legendarnego króla KretyMinosa. Poniżej fresk “Procesja” , który zdobi korytarz procesyjny, ja zaglądam do wielkiego dzbana (pitosa), w którym przechowywano towary, produkty rolne czy wyroby rzemiosła. Owiana legendami Kreta odpowiadała wyobrażeniu wyspy kryjącej niezmierne bogactwa. Kwitnącym ośrodkiem potęgi minojskiej było miasto Knossos, wedle Homera stolica wyspy, gdzie wznosił się pałac – siedziba króla Minosa. Budowę pałacu datuje się na 1900 r. p.n.e., a ruiny pałacu, bardzo dobrze zresztą zachowane stoją do dziś. Historię Krety można przedstawić w kilku najważniejszych okresach: Neolitu, kultury minojskiej, Achajów (zwanych Mykeńczykami) i Dorów z Peloponezu, epoki Grecji antycznej, epoki grecko-rzymskiej, Krety bizantyjskiej, Krety weneckiej, podboju tureckiego, Krety osmańskiej, okresu autonomii w XIX wieku i przyłączenia do Grecji w XX w. W pobliżu pałacu znajdują się inne interesujące obiekty wydobyte przez Evansa. Są to: plac teatralny, okazały Mały Pałac, wille minojskie, Karawanseraj (Evans nazwał w ten sposób budynek z basenem i bieżącą wodą sądząc, że był on rodzajem minojskiej gospody), dom Wielkiego Kapłana, w którym odnaleziono kamienny ołtarz otoczony podstawkami służącymi do podtrzymywania podwójnych siekier (symbolu religii minojskiej) oraz Willa Królewska, która przypuszczalnie posiadała trzy kondygnacje i wznosiła się pośród ogrodów. Ruiny pałacu są położone w otoczeniu pięknych, wiekowych drzew, które dają przyjemny cień a po ogrodach przechadzają się pawie.

Matala

Kolejnego dnia pojechaliśmy na przeciwległy brzeg wyspy do miejscowości Matala.  Jest to piękna, niewielka miejscowość na południu wyspy, słynąca z plaży z wspaniałą wodą i pięknych wapiennych skał, które schodzą do wody. Jeśli ktoś szuka tu noclegu, a warto, to najpewniej znajdzie miejsce na kempingu przy samej plaży.  Poza tym oferta noclegowa jest dość skromna, jest za to kilka fajnych tawern przy wodzie.  Ciekawostką są wyżłobione w skale schodzącej do morza, otwory, w których, latach 70- tych zamieszkiwali w hipisi. Aby dostać się do Matali z północnej strony Krety, np. z Herkalionu należy przejechać wyspę w poprzek krętą wąską drogą wijącą się przez górzysty środek kraju. Zajmuje to kilka godzin. Na północny zachód od zatoki widoczne są pod powierzchnią morza pozostałości starożytnej, minojskiej Matali – portu Faistos, a następnie Gortyny.

Kolejny nasz wypad na południową stronę wyspy zrobiliśmy do weneckiej twierdzy Castello niedaleko miasta Hierapetra. Morze w tej okolicy jest przeźroczyste, woda dużo chłodniejsza niż na północy, jest mniej zieleni i zdecydowanie mniej turystów. Plaża przy zamku jest piaszczysta, wejście do wody długie i płytkie, widoki cudowne. Raj dla tych, którzy kochają nurkowanie. Generalnie południe jest raczej pozbawione zieleni, nie spotkasz tu już tak wielu gajów oliwnych, tak charakterystycznych dla północnej części wyspy. Tak na marginesie, zbiór zielonych oliwek odbywa się we wrześniu i w październiku, czarnych od listopada do grudnia. Oliwki kupione na wagę z beczki mają zupełnie inny smak niż te kupione w supermarkecie w Polsce. Palce lizać!

Santorini

Będąc na Krecie nie mogliśmy sobie odpuścić wycieczki na najpiękniejszą wyspę Grecji – Santorini. Myślę, że nie jest to tylko zwykły slogan reklamowy. Ta wyspa jest naprawdę perełką na Morzu Śródziemnym. Potwierdzi to pewnie większość turystów zbliżając się promem do brzegów białej wyspy. Budzić się codziennie rano i mieć taki widok z okna… czyż nie jest cudowny. Z Polski można oczywiście dolecieć tu bezpośrednio samolotem, jeżeli ta wyspa stanowi główny cel czyjejś podróży. My popłynęliśmy z Heraklionu promem. Nasza wycieczka trwała cały dzień. Dojechaliśmy o świcie do portu i wyruszyliśmy wcześnie rano w morze a wróciliśmy późną nocą.  Wycieczka godna polecenia. Choć ceny na Santorini są dużo wyższe niż na Krecie, to i tak warto tam zjeść kolację czy obiad w jednej z urokliwych knajpek i chłonąć lokalną atmosferę. My niestety skorzystaliśmy z innego wariantu, wyżywienia na promie i byliśmy mocno zawiedzeni. Na wyspie są tysiące restauracyjek, jedna piękniejsza od drugiej. Stolica wyspy – Fira mieści się na samym szczycie tej wulkanicznej wyspy.  Na początku XVII w. p.n.e. wulkan tworzący wyspę wybuchł, powodując koliste zapadniecie się terenu, które wypełniło morze. Uważa się, że jednym ze skutków tego kataklizmu było zniszczenie pierwszych pałaców minojskich w Knossos i w MaliaThira (Fira) jest pozostałością potężnego wulkanu zalanego przez morze. Na miejscu dawnego krateru istnieje dziś naturalny port. Tak więc stateczki przybijające do Santorini pływają niejako w pozostałościach po kraterze. Brzegi wyspy Santorini są strome i nieprzystępne. Na górę można dostać się kolejką liniową lub bardziej tradycyjnie – na osiołku. Dla wszystkich innych pozostają schody w górę. Taką też wybraliśmy opcję i my. Nie mieliśmy serca wsiadać na grzbiety biednych osiołków. Wyspa powstała z nagromadzonej wulkanicznej lawy, stąd taki wygląd i barwa skał tzw. redy. Jeden dzień wystarczy by zobaczyć to z czego słynie wyspa. Nic więcej nie ma tu do zobaczenia, dlatego zdecydowanie warto spędzać wakacje na Krecie, która jest bardziej różnorodna, a tu przypłynąć sobie tylko na wycieczkę. 

Rethimnon

Kolejnym miejscem, które odwiedziliśmy zwiedzając Kretę było miasto Rethimnon – piękny port na zachód od Heraklionu. O weneckich wpływach architektonicznych świadczą liczne budowle: forteca, mury obronne, brama miejska, loggia (tu zbierała się wenecka szlachta), fontanna Rimondiego czy palazzo. Warto wejść na teren fortecy, skąd roztacza się piękny widok na port, miasto i okoliczne wsie. Jest przepiękne stare miasto, posiadające nieodparty urok. Warto zatrzymać się na starówce w jednym z hotelików w zabytkowych kamienicach nawet na kilka dni i uczynić to punktem wypadowym po wyspie. O tureckim panowaniu na wyspie przypominają XIX-wieczne meczety i tradycyjne domy z drewnianymi wykuszami (rodzaj nadwieszenia wystającego nad ulicę).

Najsłynniejszy i najpiękniejszy wąwóz na wyspie to ponoć Samaria, położony w Białych Górach (Lefka Ori) na zachodzie Krety. Wąwóz stopniowo zwęża się aż do pojawienia się “stalowych bram”, gdzie przejście mierzy zaledwie 3 m szerokości, a ściany mają wysokość ponad 500 m. Swoimi stromiznami wywiera na każdym ogromne wrażenie, ale nie nas. Niestety do tego wąwozu nie udało nam się dojechać. Problem w tym, że najlepiej jest tam jechać autobusem, po czym do punktu startu płynie się łódką, idzie 5 km w dół i wyjście z wąwozu jest zupełnie w innym miejscu niż tam gdzie nas zostawia autobus. Tak więc wyprawa samochodem odpada, chyba żeby trzecia osoba została w samochodzie i podjechała później do wyjścia z wąwozu. Jest to bardzo popularna wycieczka dla grup zorganizowanych. Ze względów logistycznych wybraliśmy zatem wycieczkę do wąwozu Ibros. Zrobiliśmy sobie tu kilkugodzinny trekking w równie pięknych okolicznościach przyrody. Zachwyciły nas zwłaszcza szczególnej urody duże osty.  Oprócz opisanych powyżej atrakcji byliśmy jeszcze w Agios Nikolaos, Agia Pelagia i kilku innych pięknych nadmorskich miasteczkach. 

Kreta to wyspa wspaniała i warta wracania na nią kilkakrotnie. Są tu fantastyczne warunki do wypoczynku, ładne piaszczyste plaże, czysta, przezroczysta woda, przyjemne fale. Warunki hotelowe też zadowolą każdego, można tu znaleźć sympatyczne niedrogie pensjonaty jak i 5-gwiazdkowe resorty z basenami i wodotryskami. Pogoda we wrześniu i październiku idealna, bo nie jest już upalnie a jednak cały czas wystarczająco ciepło żeby się wykąpać i poopalać. Dla tych co znudzą się leniuchowaniem Kreta oferuje wspaniałe zabytki jak również atrakcje przyrodnicze. No i kuchnia śródziemnomorska zachęca do ucztowania wieczornego w tawernach nadmorskich. A te wszystkie przyjemności znajdują się zaledwie kilka godzin lotu od Polski. Miejsce zdecydowanie godne odwiedzenia. Polecamy gorąco.

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

0