Chiny 2000

Podróże bliskie i dalekie

Chiny, lipiec 2000

Nasza wyprawa została zorganizowana jak zwykle spontanicznie, od momentu podjęcia decyzji, że lecimy, wszystko potoczyło się błyskawicznie, bilety, przewodnik, hotel … i tu niemiła niespodzianka. Okazało się, że zarezerwowanie w tamtych czasach, w Pekinie, w miarę taniego hotelu nie jest wcale takie proste. Dla turystów zagranicznych bowiem czekają hotele ze specjalnej listy i tylko one mogą ich przyjmować. Oczywiście doba w nich kosztowała majątek jak na nasze ówczesne możliwości.

Generalnie ceny były odstraszające, od 50 USD za noc ze śniadaniem od osoby w górę, trudno było znaleźć coś taniej (chyba że poza centrum). Jeśli ktoś więc wybierze taki hotel na obrzeżach musi się liczyć z kosztami i długim czasem dojazdów, bo odległości w Pekinie są o wiele większe niż by to wynikało na pierwszy rzut oka z mapy. Miasto jest ogromne i ciągle w budowie. Jadąc busikiem do Pałacu Letniego mijaliśmy całe osiedla kilkunastopiętrowych szarych wieżowców, które ciągnęły się aż po horyzont. Przemieszczając się po centrum Pekinu zdecydowanie warto korzystać z metra albo po prostu z rowerowych rikszy.

Ostatecznie skorzystaliśmy z hotelu, do którego dostaliśmy namiary od zaprzyjaźnionego biura podróży w Polsce. Wysyłali tam czasem swoich klientów i udało nam się wynegocjować bezpośrednio z Chińczykami korzystną stawkę. Hotel, którego nazwy niestety nie pamiętam, nie znajdował się co prawda w centrum, ale za to w pobliżu wielkiej atrakcji, Świątyni Nieba, położonej w rozległym kompleksie ogrodowym. Sam hotel był olbrzymi, bardzo wygodny, ale czuliśmy się tam dość nieswojo, bo mało było innych turystów. Na śniadaniach, które były w cenie noclegu, mieliśmy wrażenie jakbyśmy byli jedynymi białymi gośćmi wielkiego hotelu. Pogoda w lipcu w Pekinie była upalna i parna Pięć minut po wyjściu z klimatyzowanego hotelu miało się wrażenia jakby ktoś wylał ci na głowę wiadro wody. Nieba błękitnego w Pekinie podczas naszego pobytu chyba nie uświadczyliśmy nigdy. Miasto sprawia wrażenie jakby wisiała nad nim ciągle mgła, niebo jest szaro bure, to niestety efekt smogu, który stał się największym problemem cywilizacyjnym współczesnego Pekinu.

Pekin to olbrzymie miasto, w 2000 r. liczyło sobie oficjalnie 12 mln mieszkańców, nie licząc przyjezdnych, często zatrudnianych na budowach. Dopiero jadąc taksówką (godzinę trasą szybkiego ruchu z lotniska do hotelu w centrum), człowiek sobie uświadamia, jak ogromnym krajem muszą być Chiny. Kiedy tam byliśmy Pekin rozrastał się w oszałamiającym tempie. Powstawały piękne nowe centra handlowe, rozrastały się dzielnice mieszkaniowe, przejazd taksówką przez niektóre dzielnice trwał po kilkanaście minut.

Typowy widok na ulicach Pekinu to olbrzymia masa rowerzystów, która jeździ jak jej się podoba, nie bacząc na światła i ludzi. Dlatego też na każdej ulicy spotyka się policjantów z chorągiewką, którzy pilnują porządku tzn. żeby rowerzyści nie przekraczali namalowanej na jezdni linii.

Pekin jest miastem w którym zawsze można coś robić. Spędziliśmy tu prawie 10 dni i każdy dzień mieliśmy wypełniony jakąś atrakcją. Zwykłe wyjście do parku urasta do miana ekscytującej wycieczki, ponieważ parki w Pekinie to są perełki sztuki architektonicznej, pełne pawilonów nad jeziorkami i sadzawkami, wspaniałej sztuki ogrodniczej, sztuki Feng Szui (budowania zgodnego z naturą) w wydaniu architektury krajobrazu. Żaden z narodów nie potrafi chyba piękniej projektować ogrodów, są pełne finezji i niezapomnianego wdzięku. Pekin to też wąskie, kręte uliczki wśród starych domostw, tzw. hutongi, dziś niestety wypierane przez nowe dzielnice miasta. Jest tu dużo bazarów, sklepów, oczywiście ulice zalane są milionami przechodniów. 

Kwestia chińskiej kuchni to temat na długie, smakowite opisy.  Mieliśmy to szczęście, że mieszkaliśmy w hotelu w okolicach Świątyni Nieba a więc trochę poza ścisłym centrum i uliczki wokół naszego hotelu pełne były miejscowych knajpek. Każdego wieczoru chodziliśmy do innej lokalnej restauracji na przepyszny posiłek. Czasem knajpa składała się z 8 poobijanych stolików i miejscowego gościa, który łuskał sobie gotowany bób a czasem były to lokale o wyższym standardzie, ze stolikami z obrusami, czerwonymi lampionami i drewnianymi parawanami między stołami. Bez względu na wystrój wnętrza, jedzenie w Pekinie jest boskie! Żadna chińszczyzna w Polsce, kupowana w budce, czy nawet restauracji nie umywa się do tego co potrafią naprędce ugotować kucharze w Pekinie. Jedynym problemem był fakt, że nikt nie rozmawiał po angielsku i czasem potrawy zamawialiśmy na chybił trafił z chińskiego menu, pomagając sobie słownikiem w przewodniku. Nie muszę chyba dodawać, że ceny w knajpach były śmiesznie tanie. 
Jedno z najbardziej popularnych dań czyli wieprzowina sweet and sour, którą zamawialiśmy w każdym miejscu w różnych knajpach wyglądała i smakowała inaczej. Czasem miała gęsty sos, czasem zupełnie rzadki. Czasem z papryką , czasem nie, za to ze szczypiorkiem i ananasem. Nie mniej jednak zawsze była znakomita. 
Pekin zawsze będzie nam się kojarzył z przepysznymi smakami, mięs, warzyw, grzybów, kiełków. Warto tu przyjechać po to tylko, żeby przeżyć kulinarne uniesienia chodząc po małych lokalnych knajpkach.

Świątynia Lama

Podczas naszego 10 dniowego pobytu w stolicy Chin obejrzeliśmy kilka najważniejszych, jak nam się wydaje atrakcji, z których warto wymienić na początek buddyjską świątynię Lama (Yonghe Gong). Jest to jedyna czynna i otwarta dla zwiedzających buddyjska świątynia w Pekinie. Niestety filmowanie i robienie zdjęć w środku jest zabronione. Cały kompleks tradycyjnie składa się z kilku świątyń, w każdej jest coś ciekawego do zobaczenia: różne pozy Buddy, księgi mądrości, złoty Budda z Tajlandii o czterech twarzach. Największe wrażenie zrobił na nas Budda w ostatniej świątyni – 17 metrowy, pozłacany, wyrzeźbiony z jednego kawałka drzewa cedrowego, którego sprowadzenie oraz wykończenie zajęło mnichom 6 lat. Budynek świątyni Lama a zwłaszcza misternie rzeźbiony dach jest niezwykle kolorowy. Budynek uznawany jest za jeden z najbardziej barwnych tego typu obiektów w Pekinie

Letni Pałac

Letni Pałac cesarza Chin, to miejsce, które koniecznie trzeba zobaczyć! Położony jest zaledwie około 15 km. od Pekinu, na północny zachód. Przejazd jednak przez zatłoczone dzielnice miasta może zając i 2 godziny. Pojechaliśmy tam busikiem na cały dzień odwiedzając po drodze ogród zoologiczny z misiami Panda. Pandy są jak najbardziej żywe, choć nie są może najbardziej żwawymi zwierzakami jakie widzieliśmy. Można je podziwiać albo zza szklanej szyby w budynku, albo na zewnątrz na wybiegu na tle zielonej trawki, kiedy podjadają sobie pędy bambusa na posiłek. Pandy są oczkiem w głowie Chińczyków, szaleją za tymi sympatycznymi niedźwiadkami.

Letni Pałac (Yíhe Yuan) i otaczający go park został przekazany cesarzowej przez jej syna, cesarza Qianlong jako prezent urodzinowy. Powstał w 1750 r. Jest to największy z parków i chyba najpiękniejszy, można tam śmiało spędzić cały dzień, dobrze wypocząć od upału, zrobić sobie piknik i zapomnieć o smogu w mieście. Liczne budynki rozrzucone są po rozległym parku otoczonym trzema jeziorami, z których największe to jezioro Kunming. Chodzi się po pięknych drewnianych pawilonach nad jeziorem, zwiedza pomieszczenia pałacowe, przechadza po ogrodach, największe wrażenie robią kamienne, marmurowe mosty przerzucone nad stawami. Przy brzegu jeziora Kunming wybudowana jest duża marmurowa łódź, rodzaj pomostu, na którym bawiła się świta cesarzowej. Po jeziorze zresztą można pływać wynajętymi rowerami wodnymi. Idealne miejsce na wypoczynek od zgiełku metropolii w historycznym, cesarskim klimacie. Oczywiście miejsce jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO. W pobliżu jest stacja metra, co jest chyba najlepszym rozwiązaniem komunikacyjnym aby tu dotrzeć i uniknąć korków na drodze.

Zakazane Miasto

Absolutnym obowiązkiem każdego turysty jest wizyta w Zakazanym Mieście (Gugong) lub jak kto woli oficjalną nazwę, w Zimowym Pałacu cesarzaZlokalizowany w samym centrum stolicy przy placu Tiananmen, to olbrzymi kompleks pałacowy z pięknym ogrodem.  Wstęp kosztował nas 10 Yuanów (15 zł). Jak ktoś chce zwiedzić dodatkowe muzea w środku kompleksu, np. biżuterii, ceramiki czy brązu, to wtedy przed wejściem do danego muzeum kupuje oddzielny bilet. Chińczycy płacą zawsze inna cenę za zwiedzanie, nie trzeba dodawać, że niższą.

Przed wejściem do Zakazanego Miasta na bramie wejściowej wisi portret wielkiego przywódcy narodu chińskiego Mao Zedonga (Tse-tunga). Ojciec „wielkiego skoku naprzód” i rewolucji  kulturalnej, który w latach 60-tych wymordował kilkadziesiąt milionów swoich obywateli, jest jak widać nadal bardzo popularny. Na placu Tiananmen (Placu Niebiańskiego Spokoju ) możemy spotkać Chińczyków, którzy uwielbiają się fotografować, zwłaszcza tu, bo w tle mają swojego ukochanego wodza, krwawego dyktatora. Bardzo często proszą również Europejczyków (jesteśmy dla nich wielką atrakcją) o wspólne zdjęcie. Wartę honorową pełni straż wojskowa, z uwagi na panujące tu upały, pod parasolem.

Zwiedzanie Zakazanego Miasta zajmuje dobre kilka bitych godzin. Nie bez przyczyny, kompleks zawiera niewyobrażalną ilość około 800 budynków i ponad 9 tysięcy komnat. Całe szczęście nie wszystkie są udostępniane do zwiedzania. Powierzchnia Zakazanego Miasta to prawie 72 hektarów w kształcie idealnego prostokąta otoczonego głęboką fosą. Dodatkowo chroni go wysoki 10 metrowy mur w kolorze ochry. Dachówki zaś większości pałaców i pawilonów wewnątrz są koloru żółtego. Oficjalne główne wejście znajduje się od południowej strony  przez imponująca bramę.  Brakowało mi tam tylko roślinności, wszystko wyłożone jest marmurem lub granitem. Ogród cesarski znajduje się dopiero na końcu całego kompleksu budynków.

Marmurowe mostki nad kanałami ( przepływa tu nawet sztuczna Złota Rzeka), dachy z pięknymi gontami, czerwone kolumny, złocenia i piękne malowidła na pałacach to stałe elementy starochińskiej architektury. To wszystko znajdziemy wśród 17 pałaców tworzących zabudowę Zakazanego Miasta. Charakterystyczne dla pałaców starochińskich są dachy ze zwierzętami. Im więcej dana budowla miała takich postaci na swoim dachu, tym większą rangę jej przypisywano. Kompleks powstał w XV w. za czasów dynastii Ming i Qing, ale swojego obecnego kształtu nabrał w wieku XVIII.  Podzielony jest na część oficjalną, która była dostępna publicznie, gdzie cesarz zajmował się funkcjami administracyjnymi kraju oraz część prywatną, tzw. dwór wewnętrzny. Najokazalszym budynkiem dworu zewnętrznego jest Pawilon Najwyższej Harmonii (Taihe dian). W części wewnętrznej, najważniejsze pałace to Pałac Niebiańskiej Czystości (Qiangqinggong), Pałac Ziemskiego Spokoju (Kunninggong) oraz Sala Jedności (Jiaotaidian ). Wszystkie te pawilony to jedno wielkie muzeum przechowujące wspaniałe zabytki z okresu dynastii Ming i Qing. Znajdziemy tu malowidła, ceramikę, pieczęcie, rzeźby, wazy, meble, instrumenty muzyczne i wiele innych cennych artefaktów. Wewnątrz  Zakazanego Miasta przed Pałacem Spokojnej Długowieczności znajdziemy piękny kolorowy mur Dziewięciu Smoków. Wykonany z glazurowanej ceramiki przedstawia 9 różnych smoków chińskich. Równie piękny, jeśli nawet nie bardziej imponujący jest Mur Dziewięciu Smoków znajdujący się w parku Beihai nieopodal. Ten dawny ogród cesarski o powierzchni równej całemu Zakazanemu Miastu znajduje się tuż obok. Większa jego część zajmują jeziora. Najbardziej imponująca budowla to marmurowa Biała Dagoba na wysepce do której prowadzi długi łukowy, kamienny most.

Po zwiedzeniu Zakazanego Miasta warto przejść na drugą stronę ulicy, na północ od kompleksu, do parku Jingshan, skąd ze sztucznie usypanego wzgórza z Pawilonu Wiecznej Wiosny można podziwiać panoramę miasta i jest przepiękny widok na całe Zakazane MiastoPekin. Jeśli uda wam się trafić na dobrą pogodę, co jest niezwykle trudne, bo w Pekinie zachmurzone niebo to właściwie norma, to będziecie mieć wielkie szczęście. Od tubylców dowiedzieliśmy się, że pochmurna pogoda w Pekinie to po trosze wynik smogu, jaki unosi się nad miastem oraz wilgotnego klimatu od morza. Mimo zachmurzenia ciągle było 30-36 stopni i czuliśmy się tak, jakbyśmy byli nieustannie w saunie.

Świątynia Nieba

Świątynia Nieba (Tiantan) to kolejna topowa atrakcja w mieście. Szczęśliwym zrządzeniem losu była najbliżej nas zlokalizowana i gdybyśmy tylko chcieli mogliśmy każdego ranka przejść przez ulicę i ćwiczyć tai-chi z innymi mieszkańcami w jej ogrodach. Przez samych Chińczyków uważana, za najpiękniejszy zespół architektoniczny Chin. Świątynie (bo tak naprawdę w olbrzymim kompleksie jest ich wiele) otoczone są jak zwykle pięknym parkiem. Rankiem w parkach w Pekinie można spotkać Chińczyków trenujących tai-chi (czyli tzw. walkę z cieniem). Ćwiczą starzy i młodzi, całymi grupami lub pojedynczo. Jak można wyczytać w przewodniku, w Świątyni Nieba cesarze z dynastii Ming i Qing wypoczywali od życia codziennego, tańców, wizyt i odwiedzin ważnych gości. Tu medytowali i podejmowali ważne dla kraju decyzje. Taoistyczna Świątynia Nieba powstała z inicjatywy tego samego cesarza Yongle, który wybudował Zakazane Miasto. Najpiękniejszą budowlą całego kompleksu jest okrągły Pawilon Modlitwy o Urodzaj (Qinian Dian), cudownie kolorowy z niebieską dachówką. Co ciekawe drewnianą budowlę zbudowano bez użycia jednego gwoździa. Inne budowle na terenie kompleksu świątynnego to Cesarskie Sklepienie Nieba (Huang Qiong Yu) i Okrągły Ołtarz. Warto tu spędzić leniwe popołudnie na jednej z licznych ławeczek w ogrodach.

Wielki Mur

Do zobaczenia pozostał nam oczywiście Wielki Mur Chiński, symbol Państwa Środka. Naprawdę robi wrażenie, choć zwiedza się zaledwie małe jego kawałki. Wielki mur w postaci kamiennej budowli z basztami ciągnie się na długości 6300 km. równolegle do granicy z Mongolią na najwyższych pasmach gór. Łącznie z naturalnymi barierami, które wykorzystano przy budowie, jego długość wynosi prawie 9 tysięcy kilometrów. Głównym zadaniem tej potężnej fortyfikacji była ochrona państwa przed najeźdźcami z zewnątrz. Powstawał kilka wieków, przy jego budowie zginęła 1/3 populacji Chin. Aby go zobaczyć skorzystaliśmy z wycieczki jednodniowej wykupionej w hotelowym biurze podroży. Mały busik z anglojęzycznym przewodnikiem zabrał nas i kilkoro innych turystów z okolicznych hoteli i pojechaliśmy w kierunku Badaling. W pobliżu Pekinu dla turystów otwarte są dwa odcinki muru do zwiedzania, najbardziej znany to ten na przełęczy Badaling (80 km. od Pekinu). Można tu skorzystać z opcji 4 lub 8 km do przejścia, czyli odcinek stromy lub bardziej łagodny. Przyjemność z wdrapania się na Wielki Mur Chiński i przejścia się wzdłuż umocnień obronnych jest bezcenna. Było to jedno z moich marzeń, które udało się spełnić. Szkoda, że jak zwykle pogoda nie dopisała i było mglisto i pochmurno. Lato zdecydowanie nie jest dobrym terminem na zwiedzanie Pekinu i i okolic. Nieopodal fragmentu Wielkiego Muru, który zwiedzaliśmy, napotkaliśmy głaz z inskrypcją. Jeden z turystów z naszej grupy, Chińczyk z HongKongu przetłumaczył nam napis „Tylko ten, kto był na Wielkim Murze może nazwać się prawdziwym bohaterem”Wielki Wódz Mao. Wynika z tego że dla Chińczyka wejście na Wielki Mur to tak jak dla Nowozelandczyka ogolenie owcy a dla Amerykanina granie z synem w baseball.

W drodze z muru zrobiliśmy przystanek na kolejny punkt programu, czyli zwiedzanie grobowców dynastii Ming. Droga do nekropolii prowadzi przez Wielką Czerwoną Bramę (Dahongmen)i dalej siedmiokilometrową Drogą Duchów (Shendao) dochodzimy do grobowców cesarza Yongle i jego żony Xu Shi (Changling). Przy Drodze Duchów ustawione są marmurowe posągi zwierząt. W nekropolii pochowanych jest 13 cesarzy z dynastii Ming. Jedynie 3 grobowce Changling, Dingling i Zhaoling udostępnione były dla turystów do zwiedzania. Grobowce to w istocie małe pałace z podwórkami, najprzyjemniejszą częścią w ten upalny dzień było schodzenie pod ziemię do wielkich komór grobowych gdzie panował wspaniały chłód. Dodatkową atrakcją tego dnia była jeszcze wizyta naszej grupki u tradycyjnych lekarzy chińskich. Odbyło się to w jednym z pawilonów w otoczeniu kompleksu grobowców Ming. Grupka starszych panów z siwymi wąsami i brodami najpierw dała nam krótki wykład o historii tradycyjnej medycyny a potem każdy z nas miał indywidualne spotkanie, gdzie lekarz na podstawie dłoni i oczu oznajmił co nam dolega. Ja tam wierzę w medycynę chińską.

Pekin to zaledwie przedsmak i brama do tego potężnego kraju o wspaniałej historii i kulturze. Kraj dotąd zamknięty przed zachodnimi turystami i strzegący swoich tajemnic coraz bardziej się otwiera. W okresie naszej wizyty Pekin był jednym wielkim placem budowy. Za kilkanaście lat ten kraj może się zmienić nie do poznania.  Z opowiadań znajomych wiemy, że warto zapuścić się w głąb Chin i poznać je dokładniej. Wszystko przed nami… 

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

0