Bułgaria 2009

Podróże bliskie i dalekie

Bułgaria, lipiec 2009

Tym razem wakacyjny urlop postanowiliśmy spędzić troszkę bliżej Polski, w Europie, tam gdzie można znaleźć ciepłe morze i piękne plaże. Wybór padł na Bułgarię, a dokładnie Złote Piaski. Sezon wczasowy trwa tam od maja do października, latem temperatura wody sięga 28 st. C. Pojechaliśmy prawie całą rodziną, ja sama z dziećmi i z moimi rodzicami, ale bez męża Marcina 🙁 za pośrednictwem sprawdzonego polskiego biura podróży.

Pomimo wielu zalet, jakim jest organizacja wypoczynku poprzez biuro (transport z lotniska do hotelu, zakwaterowanie i wyżywienie oraz możliwość odbycia wycieczek fakultatywnych z polskim pilotem), pobyt w Bułgarii w Złotych Piaskach nieco mnie rozczarował. A poniżej o tym, dlaczego.

Złote Piaski

Złote Piaski okazały się rozległym i pięknie położonym kurortem na wybrzeżu Morza Czarnego, zabudowanym jednak na maksa hotelami, niemal do samej plaży. W związku z tym, plaża publiczna (niepłatna) skurczyła się tutaj do wąskiego paska nad samym morzem, obejmującym długość ręcznika. Żeby było ciekawiej (śmieszniej) granicę pomiędzy strefą płatną a bezpłatną stanowiła biała linka zrobiona ze sznurka. Sznurek dzielił plażę na część publiczną (nie dało się tam właściwie położyć nawet ręcznika, bo fale go zalewały) i na znacznie większą część skomercjalizowaną odpłatną (koszt przyjemności to 14 PLN za leżak na cały dzień od osoby). To był istny koszmar ! Nie było szans, żeby sobie nawet usiąść na plaży bez leżaka, a co dopiero położyć się. Ludzi tłum i dopiero po południu była szansa, żeby się położyć na plaży i nie musieć wynajmować dość drogiego leżaka. Nie powiem, pogodę mieliśmy wyśmienitą, piękne słońce, cieplutkie morze, ale… piasek wcale nie był złoty, a plaża wcale nie była taka czysta. Do tego tłumy ludzi skutecznie zniechęcały nas do spędzania tam czasu. Na plażę przychodziliśmy więc wieczorem, aby pooglądać z przyjemnością zachód słońca.

Okazało się, że przy basenie też wcale nie jest lepiej. Hotel był dość duży, posiadał 1 duży basen i 2 mniejsze. Przy tym największym, leżaków było oczywiście znacznie mniej niż chętnych. Dlatego też od rana trzeba było na nie polować, wiele osób zrywało się bladym świtem i zajmowało miejsca kładąc tam swój ręcznik. To był jedyny sposób, aby po śniadaniu na luzie móc korzystać z dobrodziejstw chłodnego basenu. Ci co wstawali później nie mieli właściwie szans na leżaki – no chyba że ktoś w samo południe miał dość słońca i udawał się na odpoczynek do pokoju hotelowego. Jak zaobserwowałam, to jednak większość siedziała przy basenie cały dzień i utrwalała swoją i tak już znacznie brązową opaleniznę. Piętro niżej był płytszy basenik dla małych dzieci z niewielką zjeżdżalnią. Niestety tam liczba leżaków była również za mała w stosunku do potrzeb (rodzin z jednym lub dwójką dzieci). Jeśli chodzi o jedzenie (śniadanie, obiad, kolacje), to był bardzo duży wybór dań, ale jakość tego jedzenia (a zwłaszcza owoców)  pozostawiała wiele do życzenia. Jedynie bardzo dobre, trzeba przyznać, mieli wino 🙂

Złote Piaski to najbardziej popularny kurort Bułgarii, największe grupy turystów stanowią tam Rumuni (mają tu bardzo blisko, po sasiedzku), ich samochody parkowały wzdłuż wąskich chodników (hotele niestety bardzo rzadko dysponują podziemnymi parkingami) lub wręcz na chodnikach, skutecznie zabierając przestrzeń przeznaczoną dla pieszych. Jakość chodników była katastrofalna, co jakiś czas można było wpaść w dziurę. Muszę jednak przyznać, że położenie tego kurortu jest malownicze, całość hotelowa mieści się bowiem na wzgórzu, wśród dużych starych, rozłożystych drzew. Na tej małej i gęsto zabudowanej przestrzeni mieści się około 100 hoteli różnej kategorii. Oprócz starej bazy hotelowej powstało wiele nowoczesnych hoteli i restauracji, wypełnionych do rana turystami – najczęściej młodzianami z Anglii czy Skandynawii. Dla nich Bułgaria wciąż jest bardzo tanim krajem, dla Polaków już trochę mniej (ceny w sezonie wakacyjnym porównywalne do warszawskich lub nawet je przewyższające). Dowiedziałam się, że Złote Piaski należą do najdroższych miejsc w Bułgarii, niestety.

Aquapark „Akwapolis”

Park z atrakcjami wodnymi Akwapolis położony jest w lesie, utrzymany w mauretańsko – śródziemnomorskim stylu, z malowniczym widokiem na morze i Złote Piaski. Łączy naturalny park z atrakcjami wodnymi: basenami, zjeżdżalniami, jacuzzi, fontannami, wodospadami itp. U wejścia do parku wzniesiono ścianę do uprawiania wspinaczki z siedmioma trasami, zaprojektowaną przez mistrza świata we wspinaniu, Hiszpana Pedro Ponsa. Pomocą służą instruktorzy z klubu sportów “extreme”. W pobliżu jest amfiteatr, wodospad, sztuczne jezioro i bar panoramiczny Alkazar.

Warna

Miasto Warna położone jest ok. 17 km. od Złotych Piasków. Jest największym miastem na bułgarskim wybrzeżu. Warto wstąpić do delfinarium, obejrzeć liczne cerkwie, winiarnie, można też odbyć przejażdżkę statkiem po morzu. Z dalszych proponowanych nam przez rezydentkę wycieczek wspomnieć można: Bałczik (30 km na północ od ZP, rezydencja królowej Marii, fontanny, park, garncarnia z ceramiką bułgarską, występ zespołu artystycznego i pokaz tańca na rozżarzonych węglach, w cenie 40 EUR od osoby, dzieci 20 EUR, uznaliśmy za zbyt drogą), Nesebar, miasteczko oblane wodą,  znajduje się na światowej liście dziedzictwa kulturowego UNESCO, podobno unikat na skalę światową – pozostałość cesarstwa rzymskiego, z licznymi cerkwiami, w cenie 26 EUR od osoby, ale z niej też nie skorzystaliśmy.

Aładża Monastyr

Pojechaliśmy jedynie do klasztoru z wczesnego średniowiecza Aładża Monastyr. Monastyr położony jest w odległości 4 km. od Złotych Piasków. Korytarze, kaplica, dormitorium, a także katakumby klasztoru wykute są wysokiej na kilkadziesiąt metrów skale wznoszącej się nad okolicą. Robi to imponujące wrażenie. Pomieszczenia klasztorne położone są na wysokości ok. 40 m. Dostęp do nich obecnie jest możliwy dzięki krętym stalowym schodom. Klasztor funkcjonował do XIV wieku, o jego obecnej atrakcyjności decyduje właśnie jego specyficzna budowa. Nazwa Aładża oznacza w języku tureckim „pasterz”. Nazwa ta pochodzi stąd, iż znaleziono tu wyraźne rysunki skalne o motywach pasterskich o okresu wczesnego średniowiecza. Na przestrzeni wieków z malowideł pozostały tylko wspomnienia i nazwa monastyru. Klasztor zyskał swą dzisiejszą postać w XII w. Pomieszczenia, w których mieszkali mnisi były wyciosane bezpośrednio w skałach wapiennych i połączone zewnętrznymi schodami. Na dolnym poziomie znajdowały się cele zakonników, pomieszczenia ogólne (kuchnia, sala ogólna) i mała kaplica, a piętro górne było przeznaczone na kościół. Do dnia dzisiejszego zachowała się część malowideł ściennych w kaplicy. Odwiedzenie wyciosanych w prostopadłej ścianie pomieszczeń pozostawia ogromne, niezapomniane wrażenie. Przy wejściu na teren klasztoru znajduje się budynek muzeum przedstawiający historię monastyru. Wstęp 5 leva.

Myślę, że Bułgaria może być ciekawym miejscem na urlop, ale raczej z dala od popularnych, nadmorskich miejscowości. Baza turystyczna jest odnawiana, jest pewnie obecnie sporo ładnych, nowych hoteli czy pensjonatów. Bardzo chętnie tam wrócę, jak już dzieci podrosną, żeby zobaczyć więcej i poznać też prowincję. Z chęcią skosztuję też bułgarskiej narodowej kuchni, której nie mieliśmy okazji za bardzo poznać (raz, że mieliśmy wykupiony all inclusive w hotelu, dwa, ceny w nadmorskich restauracjach oferowały najczęściej fastfood i były bardzo drogie, więc jakoś nie zachęcały do wejścia). Ogólnie, oceniam pobyt wakacyjny z małymi dziećmi nad ciepłym morzem za całkiem udany, ale w to samo miejsce już bym nie chciała wracać.

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o

0